Archiwa kategorii: Akcja Aktualności

Nie tylko bebiko i makarony…

Konwoje z pomocą humanitarną to nie tylko  dostarczanie podstawowych produktów. Dzieki zaprzyjaźnionej fundacji www.convoidelasolidarite.org udało nam się wyposażyć stację dializ oddziału nefrologii w miejskim szpitalu w Szumsku. Nasi dwaj świetni kierowcy, Wojtek i Wołodia, dostarczyli do rąk samego dyrektora szpitala Andrija Bobrowskyj oraz do prezydenta miasta  Wadyma Bojarski, dializatory, łóżka oraz fotele szpitalne.

Jesteśmy niezmiernie szczęśliwi, że chorzy będą mogli otrzymać niezbędną pomoc na miejscu.

Pomóżcie nam dalej pomagać, nadal nieść ludziom nadzieję. Twórzcie z nami lepszy świat!

 

 

Dyrektor szpitala Andrij Bobrowskyj i prezydent miasta Szumsk Wadym Bojarski razem z naszymi dzielnymi kierowcami.

I znów zawitaliśmy do Szumska

Szumsk jest nam od dawna bardzo bliski. Z okazji ostatniego Dnia Dziecka zawieżliśmy dzieciakom, będącym pod opieką tamtejszych wolontariuszy, oprócz standardowej dostawy pomocy humanitarnej, drobne upominki. Była ogromna radość i dużo uśmiechu.

Szumska Rada Miejska ma pod opieką dużo dzieci, często z niepełnosprawnościami. Oczywiste jest, że nie możemy przejść obok nich obojętnie. Cieszymy się, że możemy wspierać i docierać bezpośrednio do tych, do których pomoc trafia. Nasze transporty nie znikają w czeluściach magazynów, nasza pomoc DOCIERA BEZPOŚREDNIO do ludzi.

 

                                      

 

Wielkie Serce Lidzi

Od samego początku wojny losy naszej fundacji są ściśle związane z fantastyczną kobietą, pełną zapału i o ogromnym sercu. Mimo swoich problemów i kłopotów wynikających z życia w nowej wojennej rzeczywistości, ta kobieta stara się pomagać swoim sąsiadom i mieszkańcom swojej wsi a także przytula do serca wszystkie zwierzaki, które bez niej by po prostu zginęły. Regularnie dowozimy im pomoc humanitarną organizowaną z prywatnej inicjatywy przyjaciółki naszej fundacji. Tą cichą bohaterką jest Lidzia. Swoją energią mogłaby obdzielić kilka osób. Pomoc, którą do niej dowozimy, Lidzia pakuje sukcesywnie na wózeczek, niestety nie posiada nawet auta, i rozwozi po naprawdę potrzebujących tej pomocy sąsiadach. Wszystko skrupulatnie po równo dzieli, fotografuje oraz spisuje jak pierwszorzędna księgowa. Niestety takich osób przez całe życie spotyka się niewielu, a szkoda bo mają ogromne serce dla tych najsłabszych i bezbronnych.

Siostry Franciszkanki i transport do Krzywego Rogu

Udało się! Zorganizowaliśmy transport pomocy humanitarnej do Krzywego Rogu. Siostry Franciszkanki otaczają tam opieką uciekinierów z terenów bombardowanych oraz z miast odciętych, znajdujących się pod okupacją. Potrzeby były tam ogromne więc jesteśmy przeszczęśliwi, że udało się pomóc.

 

.

 

Fundacja Szansa na Życie

Po raz kolejny nasza pomoc dotarła do Chmielnika, do Fundacji Szansa na Życie. Inicjatywa wolontaryjna, prowadzona przez panią Olgę, pana Igora i panią Darię. Mają pod swoimi skrzydłami ok. 300 kobiet i dzieci, uchodźców wewnętrznych z rejonów objętych działaniami wojennymi.  Pomoc z którą do nich docieramy zostaje tam na miejscu i jest rozdysponowana w ośrodku prowadzonym tam na miejscu. Naszym celem od samego początku było docieranie bezpośrednio do potrzebujących aby mieć pewność, że pomoc trafia tam gdzie powinna.

Mikołaj w terenie – nie pytajcie gdzie ani kiedy

Długo zastanawiałam się, czy którekolwiek z tych materiałów powinnam udostępniać. W końcu po konsultacji z kilkoma osobami i prześledzeniu zawartości, dostajecie wersję skróconą.

Nie pytajcie gdzie, ani kiedy były robione. Daleko. To jedyna odpowiedź jakiej mogę Wam udzielić. W sumie – nie. Mogłabym Wam powiedzieć dużo więcej, ale to jedyna, którą chcę się z Wami podzielić. Przy czym zostawiam opis i krótkie wyjaśnienia, żeby pominąć etap pytań w komentarzach.
– nie zamazujemy twarzy osób na zdjęciach i filmach. Ci ludzie wiedzą co robią, nie są to nagrania z ukrytej kamery i to ich decyzja, że chcą się na tych materiałach zaprezentować. Ja tą decyzję szanuję, niezależnie od tego, czy Wam się to podoba, czy nie.
– określenie „taktyczne” jakie pojawia się w filmiku, odnosi się do takich rzeczy jak: zapasowe podkoszulki, bluzy, spodnie, latarki -> wszystko to, co nie mieści się w kategorii spożywczej, czy medycznej, a NIE jest sprzętem militarnym.
Dlaczego w ogóle się pojawiają? Żył ktoś z Was kilka tygodni w lesie, bez dostępu do cywilizacji i musiał poruszać się nocą? Wyobrażacie sobie nie mieć przy tym własnego źródła światła w postaci choćby małej, ręcznej latarki, żeby znaleźć coś w plecaku? Albo czy ktoś z Was siedział na biwaku w jednej koszulce przez 2-3 tygodnie? Fajnie? Niekoniecznie… A Ci ludzie siedzą w okopach już któryś tydzień. W lesie. Tak po prostu. Nie ma prądu, nie ma pralki, brakuje wody do picia, nie wspominając o jakiejkolwiek przepierce. Nie mają dostępu do magazynów, bo miejscami standardowe dostawy są przerwane.

Mikołaj to dowódca konwojów z dużym doświadczeniem i jeszcze większej odwadze. Od początku tej fazy wojny (dla wyjaśnienia, nie, nie zaczęła się w lutym, trwa już kilka lat) jeździ w najtrudniejsze i najdalsze rejony w jakie można się dostać. Z prywatnej zbiórki i swoich oszczędności zakupił samochód terenowy, który pozwala mu dostać się w miejsca, gdzie nawet wojskowy transport nie dojeżdża. Często przedziera się przez tereny pod mocnym ostrzałem. Jeździ przez lasy, przekracza potoki, żeby ominąć rejony kontrolowane przez wroga. Wszystko po to, żeby dostać się do ukraińskich żołnierzy, dla których miejscami jest jedyną nadzieją. Wozi ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy: rzeczy medyczne, jedzenie, wodę, czasem naprędce zorganizowane czyste ubrania (koszulki, bluzy, spodnie, kurtki mundurowe – co uda mu się zdobyć). W drogę powrotną zabiera rannych. Żebyście mieli pełny obraz sytuacji: grad sypie się gęsto, tam nie ma szpitali, lekarzy, są co najwyżej medycy udzielający pierwszej pomocy, którym i tak już dawno skończył się zapas środków opatrunkowych, brakuje apteczek.
Wstawka:
Na najbliższym bazarze, Mikołaj zakupił (poza jedzeniem i medykamentami): 50 podkoszulek, 10 kompletów spodni + bluza, 5 panemek. Dlaczego tam? Ponieważ na front stamtąd jest 3h jazdy.
Trwają rozmowy z producentem podobnych rzeczy, żeby dowieść chłopakom większą ilość. Trzymajcie się tam!

Są ranni. Niektórzy bardzo ciężko. Mikołaj zawozi ich do najbliższego czynnego szpitala. Nie wszyscy dają radę. Dla niektórych pomoc przybywa i tak zbyt późno. Mówi się o liczbach, zabitych i rannych żołnierzach. Tylko czy ktokolwiek z Was miał na rękach umierającego człowieka? Ktokolwiek był przy nim i dawał z siebie wszystko, żeby tylko dowieść go na czas do szpitala, żeby mogli go uratować? Ktokolwiek patrzył, jak odchodzi?…

To trzeci miesiąc, jak Mikołaj jeździ na wschodzie. Nie, nie wraca już za każdym razem do Polski. Wozi na okrągło zaopatrzenie i przywozi rannych. Odwozi ich do szpitala, jedzie kawałek dalej na najbliższy, czynny bazar, kupuje co może (mimo, że ceny są dużo wyższe) i wraca na front. Co kilka tygodni przyjeżdża do Polski, żeby naprawić samochód i zabrać większe ilości zaopatrzenia. Czasami ktoś mu dowozi medykamenty, które ma na liście zapotrzebowania, a nie jest w stanie ich dostać na miejscu. Tak w kółko. Od trzech miesięcy. Jest jednym z tych, którzy zostali. Po takim czasie, obcując z grozą wojny, widząc wokół siebie tragedię i rozpacz ludzi, którzy stracili najbliższych w okropny sposób, można się albo załamać (wtedy kończysz pracę i wracasz na bezpieczną stronę granicy), albo znaleźć sposób zdystansowania się. Dla wielu jest to humoreska. Zgodnie ze starym powiedzeniem, że w niektórych sytuacjach można się albo śmiać, albo płakać. Osobiście cieszę się, że Mikołaj nie stracił hartu i pogody ducha. Jeśli tylko pozwalają mu one przetrwać i dalej brnąć w tą gigantyczną, heroiczną pracę jaką wykonuje, to mogę mu tylko gratulować.

Niech nikt z Was nie waży się nawet krzywo spojrzeć na osoby, które są i działają TAM, niosąc pomoc, a podchodzą z dystansem i śmiechem do otaczającej ich rzeczywistości. Nie macie tego prawa. Nie macie prawa ich osądzać. Dopóki nie przejdziecie tego co oni. Niezależnie od tego, czy chodzi o Mikołaja, czy kogokolwiek innego.

Po takim wstępie mam nadzieję, że zrozumiecie mój przekaz.

UWAGA! Na filmach pojawiają się słowa niecenzuralne. Jeśli Ci to przeszkadza – zrezygnuj z dalszego przeglądania tej relacji.

Mikołaj na pozycjach bojowych. Zaopatrzenie przywiezione, teraz po rannego.

Tak wygląda trasa, jaką trzeba pokonać, żeby dostać się na miejsce.
Iiiiiiii tak… przygodna rakieta, która jakimś cudem spadła obok samochodu i nie rozerwała wszystkich wokoło na strzępy, też się czasami napatoczy.

Po drodze trzeba się przepakować. Dalej dojedzie już tylko samochód terenowy. Reszta trafi do bliższej jednostki.

 

Bluzy mundurowe zakupione przez Mikołaja oraz buty za kostkę dla chłopaków, przywiezione z Polski. Jakieś 3 godziny jazdy od linii walki, można trafić na bazarze ubrania w malowaniu wojskowym. Nie pytajcie dlaczego. Tak po prostu jest.

Medycyna pola walki – głównie. Plus kilka plecaków dla medyków, żeby mieli to w czym nosić na froncie.

Relaksujący spacer w otoczeniu zieleni, przy dźwiękach przelatujących nad głową pocisków.

A tak wygląda miejsce, gdzie taki pocisk trafi. Trzeba mieć stalowe nerwy, żeby ze świadomością faktu, że następny może trafić w Ciebie, siedzieć tam tygodniami.

Zwierzęta też mają źle. Zagubione psiaki szukają schronienia i wsparcia u ludzi, których znajdą.

Tak wygląda jazda, jeśli chcesz dostać się TAM.

Losy Mikołaja możecie śledzić na jego Instagramie (Mikołaj Krawiecki – Instagram)
Jeśli zobaczycie go gdzieś na trasie – nie ważne gdzie, czy w mieście, czy na drodze, czy w Ukrainie, czy w Polsce, zatroszczcie się o niego proszę. Jak jest zawalony pracą i w ferworze akcji, kanapka na drogę to dobra rzecz. Jak gdzieś nocuje w samochodzie, albo kątem w opuszczonej saunie, załatwcie jemu i reszcie ekipy jakiś ciepły obiad o ile zdołacie. Przypilnujcie, żeby zadbał też o siebie, bo jedzie na oparach energii, a ta i tak jest przesyłana od Was. Wasze wsparcie niezwykle dużo daje i nie tylko to materialne, ale też Wasza akceptacja wyrażana w prostych słowach uznania.

Mimo, że pokazuję głównie Mikołaja, pamiętajcie proszę, że on nie jeździ sam. Za takimi wyjazdami stoi szereg ludzi, którzy na różnych etapach i w różny sposób przyczyniają się do sprawnego funkcjonowania całej operacji. Między innymi Wy – którzy wspieracie nas materialnie. Przez wsparcie finansowe, rzeczowe, czy organizacyjne. W imieniu całego zespołu serdecznie Wam dziękuję i nadal proszę o wsparcie. Wojna się nie skończyła, mimo, że jesteśmy wszyscy potwornie zmęczeni. Działamy dalej. Nie zapomnijcie o nas.

Szereny

Konwój dotarł do parafii w Brajłowie – opowieść Łukasza

Cześć!

Pewnie niektórzy zauważyli duże przerwy w publikacji treści. Tak, są. Przyczyny? Brakuje nam ludzi. Dzieje się coraz więcej (wręcz lawinowo), a ludzi ciągle za mało. Do publikowania treści również. Ale to na inny raz. Dziś przedstawiam Wam relację Łukasza i jego przemyślenia po kolejnej już trasie z pomocą, która dotarła do Ukrainy. Dzięki niemu możecie zajrzeć wgłąb problemów, które są tam – w kraju objętym wojną. Przypuszczam, że o niektórych nikt z Was nawet nie pomyślał, nie mówiąc już o uświadomieniu sobie jak bardzo zmieniają tamtejszą rzeczywistość.

Szereny

Łukasz Aranowski
30 maj 2022

       Mój kolejny wyjazd na Ukrainę, piąty od wybuchu wojny, a drugi jako wolontariusz Fundacja Historia Vita, pozwolił mi uświadomić sobie ogromne problemy środkowej części kraju. Po  pandemii i wybuchu wojny panuje tam strukturalne bezrobocie. Na to nakłada się konieczność pomocy uchodźcom wewnętrznym oraz wstrzymanie niemal wszystkich działań inwestycyjnych i pomocowych przez państwo, które większość swoich sił skupia na walce z agresorem.
Wszystkie te czynniki powodują, że coraz więcej mieszkańców – szczególnie prowincji – popada w skrajne ubóstwo. I tak, w XXI wieku, zaledwie 500 kilometrów od granic Polski pojawia się – wydawało by się, że raz na zawsze zażegnany – problem głodu.
🔸
Nasz mały konwój zawierający dary zebrane przez strażaków z OSP Huta Różaniecka dotarł do parafii w Brajłowie prowadzonej przez Księży Misjonarzy Saletynów (Санктуарій Ісуса Назарянського Браїлів).
Po szybkim rozładunku aut dokonanym przez wychodzących właśnie z mszy parafian gospodarze przyjęli nas wspaniałym obiadem. Przy obiedzie proboszcz parafii – ksiądz Józef – bardzo ciekawie opowiadał nam historię kościoła i położonego obok klasztoru. Jak się domyślacie – po czasach ZSRR budynki były w koszmarnym stanie i od kilkunastu lat prowadzone są prace renowacyjne. Kościół w zasadzie nie nosi już śladów sowieckich ingerencji, ale budynki starego klasztoru są nadal w ruinie (patrz na zdjęcia).
🔸
Jednak dla mnie najbardziej zapadająca w pamięć opowieść dotyczyła pracy księdza na wschodzie Ukrainy. Opowiadał on, że nasze polsko-ukraińskie problemy związane z trudną historią bledną przy wzajemnej niechęci i uprzedzeniach pomiędzy rosyjską ludnością wschodniej Ukrainy, a Ukrainą zachodnią. Mieszkający na wschodzie Rosjanie naprawdę uważają zachodnich Ukraińców na faszystów, zaś ci ostatni dostrzegają w nich głównie zdrajców. Historia układała się tam również bardzo różnie i wzajemne żale i pretensje są ogromne. W kontekście opowieści księdza cały ten konflikt, a przynajmniej jego propagandowy pretekst (vide hasło „своих не бросаем”) staje się bardziej zrozumiały.
🔸
Do Warszawy wróciłem nad ranem po prawie 45 godzinach aktywności, w czasie której przejechałem 1900 kilometrów i zaliczyłem tylko dwie półtoragodzinne drzemki.
Rano półprzytomny musiałem wstać na służbowe spotkanie, ale teraz wrzucam tę notkę, nastawiam budzik i idę spać dalej. Niech padający za oknem deszcz ukołysze mnie do dalszego snu. 🙂

4 rano w niedzielę. Rekordowo szybka odprawa na przejściu w Budomierzu – zaledwie 30 minut na granicy. To mój nowy rekord.

W niedzielę, w samo południe (czasu UA) dotarliśmy do kościoła w Brajłowie.

Konwój w komplecie. Prowadziłem stojącego na czele konwoju Peugeota Boxera.

Gdy dojechaliśmy akurat kończyła się msza. Było więc mnóstwo rąk do pomocy i samochody zostały rozładowane w 20 minut.

Resztki zabudowań dawnego klasztoru. Sowieci przez 70 lat swojego panowania w tym miejscu planowo niszczyli wszelkie ślady działalności kościoła katolickiego.

10 maj 2022 Mikołajów – wspólna akcja z Zakonem Maltańskim i Community Development

Cześć,
Cieszę się, że jesteście nadal razem z nami. Bez Was i bez innych organizacji, które nas wspierają, nie dalibyśmy rady. Tu przykład współpracy z Zakonem Maltańskim, z którym nasze drogi przeplatają się od dawna, a ostatnio coraz częściej oraz Organizacji NGO Community Development, z którą również współpracujemy. Wszyscy mamy jeden i ten sam cel: niesienie pomocy na Ukrainie tam, gdzie jest ona najbardziej potrzebna.

Żeby nie było wątpliwości, przekazuję słowa zamieszczone na oficjalnym profilu obwodowej administracji wojskowej w Mikołejewie, która zajmuje się logistyką tam na miejscu i rozdysponowuje przywiezione dary wśród mieszkańców.

Szereny

„Do Obwodu Mikołajowskiego dotarł ładunek pomocy humanitarnej od przyjaciół Ukrainy z krakowskiej organizacji Fundacja „Historia Vita”.

Od 24 lutego Fundacja zwróciła się ze swoją działalnością oraz skoncentrowała wszystkie swoje siły na pomocy regionom Ukrainy najbardziej dotkniętym przez wojnę oraz ewakuacji uchodźców do Polski.

Dzięki współpracy z polskimi darczyńcami, a także ukraińskimi i międzynarodowymi organizacjami, takimi jak Zakon Maltański czy Organizacja NGO Community Development, Fundacja „Historia Vita” dostarcza do ukraińskich miast i wsi naprawdę potrzebne rzeczy: żywność, karmę dla zwierząt, śpiwory, środki higieny, leki.

Obwodowa administracja wojskowa Mikołajowa jest szczerze wdzięczna za pomoc w tym trudnym dla Ukrainy czasie.”

Link do oryginalnego postu:
Facebook – oryginalny post z Mikołajewa

 

Mikołajów i problem braku wody, czyli relacja Tomka i opowieść Nastii

Dzięki Wam, nadal wozimy zaopatrzenie na wschód Ukrainy – do najbardziej potrzebujących. Wśród ludności cywilnej są dwa, najważniejsze, palące problemy: żywność i woda. Tomek jest jednym z tych kierowców, którzy od dwóch miesięcy jeżdżą na wschód. Jak wiecie, właśnie wrócił i się kuruje. To relacja z jednej z ostatnich jego tras – do Mikołajewa. Razem z Nastią opowiada, jak wygląda tam teraz życie.

Tłumaczenie na język polski poniżej.

Tomasz: W Mikołajewie chcielibyśmy powitać Was słowami „dobroho ranku”, co znaczy „dzień dobry”. Chcielibyśmy, ponieważ powitanie to dziś jest niekoniecznie adekwatne. Mikołajów znajduje się pod ostrzałem, spadają bomby, a nawet teraz można usłyszeć odgłosy artylerii. To duże miasto nad Morzem Czarnym, zaledwie 130 km na wschód od Odessy, przed wojną zamieszkiwane przez pół miliona mieszkańców. Dziś pozostało ich w przybliżeniu 300 tysięcy, mierzących się z kryzysem humanitarnym spowodowanym m.in. odcięciem od bieżącej wody. Rosjanie niszczą lub zatruwają wodociągi, odmawiając ich naprawy. Chciałbym przedstawić Nastię, liderkę lokalnych wolontariuszy, i poprosić o opisanie sytuacji w mieście.

Nastia: Ostatnimi czasy jest bardzo głośno. Każdego dnia słyszymy odgłosy walk i uderzenia rakiet. Uderzenia w cele cywilne. Zatrważające jest to, że rakiety mogą nadlecieć praktycznie z każdej strony. Nikt żywy nie jest tu bezpieczny, to przerażające. Prawie wcale nie śpimy, żyjemy w piwnicy. Wraz z moją rodziną pomagamy innym jako wolontariusze już od dwóch miesięcy. Od wybuchu wojny wspieramy naszych żołnierzy oraz szpitale. Docieramy z pomocą do zwykłych mężczyzn, kobiet i dzieci, zaopatrując ich w jedzenie, środki higieny oraz leki. W naszym mieście wszystko jest zamknięte, żaden sklep nie działa, nie ma pracy, nie ma leków w aptekach. Zasadniczo z przedwojennego życia nic już nie zostało. Jest nam bardzo trudno, ale pozostajemy w kontakcie z ludźmi na granicy, skąd dociera do nas najpotrzebniejsza pomoc. Pięknie dziękujemy za pomoc humanitarną. Jest wielu wolontariuszy takich jak Wy, przyjeżdżających zarówno z Odessy, jak i Lwowa. Wasza pomoc jest nieoceniona, a nasi ludzie są za nią bardzo wdzięczni. Prosimy, nie ustawajcie w niesieniu pomocy, ponieważ sytuacja w naszym mieście stale się pogarsza.

Jutro świętujemy Wielkanoc. Mimo świątecznego czasu, przygotowujemy się na uderzenie. Mamy nakaz pozostania w schronach, na zewnątrz panuje permanentny stan zagrożenia. Z rosyjskich rozmów przechwyconych przez ukraiński wywiad wynika, że wróg przygotowuje atak rakietowy w Niedzielę Wielkanocną, a same rakiety „przyozdobione” będą napisem „Chrystos Woskres” – Chrystus zmartwychwstał, co jest naszym tradycyjnym pozdrowieniem wielkanocnym. To takie bezbożne i poniżające.

Robimy co w naszej mocy by ewakuować stąd jak najwięcej ludzi, jednakże wielu decyduje się pozostać. Oni nie mogą opuszczać swoich rodzin i dobytków, nie chcą porzucać domu i swojej ojczyzny. Ja i moja rodzina również nie zamierzamy opuszczać miasta. Pozostanę tu aż do ostatecznego zwycięstwa Ukrainy. Ukraina przezwycięży wszystko. Chwała Ukrainie, dziękujemy że stoicie u naszego boku. Dziękujemy za wsparcie i wytrwałość, dziękujemy że nas nie opuszczacie.

Tomasz: Dziękuję. Fundacja „Historia Vita” z Krakowa w Polsce dociera z pomocą humanitarną gdziekolwiek jest ona potrzebna, przemierzając całą Ukrainę. Zjednoczmy się i pomóżmy tym ludziom przetrwać. Pomóżmy im wygrać tę niesprawiedliwą wojnę tak, abyśmy na naszych własnych ulicach nie musieli pewnego dnia oglądać takich obrazów jak te w Mikołajewie. Chwała Ukrainie!

Nastia: Chwała bohaterom.

Jeśli chcesz pomóc – dołącz do naszych wolontariuszy zdalnie, na miejscu w Przemyślu, albo w trasie, jako kierowca lub wspomóż nas finansowo, żebyśmy mogli jeździć dalej i tankować samochody wożące zaopatrzenie na Ukrainę.

Planeta Abstrakcja i wspólny wyjazd do Saltovki i Charkowa

Ja wiem, że chcecie relacji. Chcecie wiedzieć co się dzieje. Jesteście z nami wszystkimi po tej i tamtej stronie granicy. U nas, w Fundacji, mamy za mało ludzi do wszystkiego patrząc na ilość wykonywanej pracy i gigantycznych potrzeb. Do publikowania relacji, żeby dawać Wam znać na bieżąco – też. Zwłaszcza, jak ktoś wypada na kilka tygodni przez chorobę (tym razem mnie dopadło i stąd długa przerwa).
Dlatego polecam i linkuję film Planety Abstrakcja. Razem z Wojtkiem i Przemkiem stworzyli świetną ekipę i dotarli tam, gdzie nie dochodzi prawie żadna pomoc humanitarna. Przy tym nakręcili wspaniałą i wzruszającą relację, która rzeczywiście oddaje realia i to, co dzieje się teraz na Ukrainie.

Szereny